W świecie bajek dzieciństwo nigdy nie przemija.

Podobno bajki są tym dla dzieci, czym piątkowy wieczór dla rodzica – chwilą wytchnienia, ukojeniem skołatanych nerwów i nadzieją na lepsze jutro. Nic zatem dziwnego, że „Bajki na dobranoc” autorstwa Małgorzaty Białek przyciągają rzesze czytelników, tak dzieci, jak i dorosłych. Któż by bowiem nie chciał jeszcze na chwilę znaleźć się w krainie, w której naprawę wszystko jest możliwe?

Wyjątkowe przygody niecodziennych bohaterów.

W książce „Bajki na dobranoc” znajdziemy wciągające opowieści, odpowiednie do czytania wieczorem przed snem, a wśród nich m.in. historię o piegowatej księżniczce, czy o rycerzu, który, aby rycerzem zostać, wpierw musiał… zdać egzamin, jak również nieco bardziej współczesne przygody astronautów. Krótkie formy prezentowanych w zbiorze opowiadań sprawiają, że najmłodsi czytelnicy nie będą mieli kłopotu z nadążeniem za fabułą, a być może nawet sami chętniej sięgną po tę pozycję, by – ku uciesze rodziców, ćwiczyć umiejętność prawidłowego czytania.

Historie napisane przez Małgorzatę Białek są nie tylko wciągające, ale też nasycone pozytywnymi elementami, z których dziecko może bez obaw czerpać. Bohaterowie bajek pokonują przeciwności w sposób przemyślany i pozbawiony agresji, a dokonując właściwych wyborów, stają się automatycznie przykładem do naśladowania. Opowieści, jak przystało na dobrą bajkę, zakończone są odpowiednim morałem, z którego zarówno młodsi, jak i starsi czytelnicy, mogą czerpać cenne wnioski.

Uniwersalny odbiorca dodatkowym atutem książki.

W przypadku ”Bajek na dobranoc” mamy również do czynienia z treścią skierowaną do uniwersalnego odbiorcy. Historie i przygody, opisane na stronach tej pozycji, dotyczą zarówno chłopców, jak i dziewczynek, dzięki czemu wszystkie dzieci znajdą w niej coś dla siebie. Jest to bardzo pozytywny aspekt, który zdecydowanie działa na korzyść zarówno samej książki, jak również jej autorki, i dodatkowo zachęca do sięgnięcia po jej twórczość. Zwłaszcza że książka ta jest opatrzona przepięknymi, wielobarwnymi ilustracjami.

Jak zatem łatwo wywnioskować, bajki zaproponowane młodym czytelnikom przez Małgorzatę Białek, wykraczają nieco poza oklepane pozycje książkowe, do jakich przywykliśmy zarówno jako czytelnicy, jak i rodzice. W zbiorze mamy do czynienia z opowieściami bardzo współczesnymi, również takimi, które opowiadają o całkiem zwykłych sprawach – o tym, że należy zawsze mówić prawdę, o tym, że przyjaźń jest prawdziwym skarbem, oraz o tym, że niesłuchanie mamy może mieć swoje przykre konsekwencje w postaci… No właśnie. O tym i o wielu innych sprawach młodzi czytelnicy powinni dowiedzieć się już sami.

 

Bycie bandytą jako sposób na życie

W polskiej „puszce”

Reportaż GAD. Spowiedź klawisza autorstwa Pawła Kapusty, to napisana lekkim, zrozumiałym językiem instrukcja obsługi polskiego więzienia. O samym systemie jak i warunkach nieosadzeni obywatele wiedzą niewiele. W mediach co jakiś czas podawane są informacje o znakomitych posiłkach, lepszych niż te w szpitalach. Prowadzone dyskusje na forum publicznym szczątkowo rysują wizję systemu penitencjarnego jako dobrze naoliwionej maszyny do resocjalizacji. Często podnoszą się głosy, że więźniowie powinni pracować, by zarobić na swoje utrzymanie. Nigdy nie porusza się zawodu funkcjonariusza służby więziennej, co Kapusta próbuje swoją książką zmienić. To od nich dowiadujemy się w jakich warunkach przyszło im pracować, z kim i jacy są naprawdę.

Popularne określenia slangowe „klawisz” oraz „gad” odnoszą się do mundurowych na wszystkich szczeblach w zakładach karnych i aresztach śledczych. Więźniowie mówią o nich z pogardą, ale to wcale nie znaczy, że funkcjonariusze sobie na wszystko pozwalają. Pierwszą rzeczą do jakiej przyznają się autorowi to nadużywanie kar cielesnych, by doprowadzić więźniów do porządku, pokazać, kto tu rządzi. Niektórzy wspominają o tym z niechęcią i wyraźnym zakłopotaniem, inni tłumaczą, że nie można zostać spokojnym, jak przez kilka lub kilkanaście lat codziennie pracuje się z takimi zwyrodnialcami. Wtedy „puszczają nerwy”.

Jak zostać zawodowym więźniem

Wiele osób traktuje więzienie ja swój drugi dom, co może wydawać się kuriozalne. Bezdomni, lub osoby z problemami lokalowymi celowo dopuszczają się małych przestępstw, by mieć pewność, że zimę spędzą pod dachem, w budynku z ogrzewaniem. W książce opisane są historie kilku więźniów, którzy po wyjściu na wolność nie zdołali znaleźć stałej pracy, poza tym spotykali się z odmową, bo mają za sobą epizod za kratami. Nie znajdując innej możliwości i drogi do życia w społeczeństwie wracają do świata przestępczego, co skutkuje powrotem do zamkniętego zakładu.

Autor nie lituje się nad więźniami, ale dokładnie pokazuje, że są różni. Przywołuje przykład kobiety, która wsiadając do auta zabiła w wypadku dwójkę swoich dzieci. W tym samym zakładzie znajduje się młoda dziewczyna, która z premedytacją udusiła swoje, a ich ciała owinęła workiem na śmieci i wrzuciła do rzeki. Obydwie odbywają karę, jedna odczuwa skruchę, druga wydaje się mieć to gdzieś. Czy strażnik będzie traktował obydwie tak samo? Powinien, ale wielu z nich przyznaje się, że nie potrafi czasami oddzielić „paragrafu” (powodu skazania) od osoby.

Czy praca jest warta zachodu?

Rozprzestrzeniająca się coraz mocniej biurokracja, głodowa pensja, w stosunku do innych grup zawodowych, a także wydłużenie czasu służby o dziesięć lat skutecznie odstręcza nowe osoby od pracy w więziennictwie. Książka Pawła Kapusty pokazuje też mroczne strony zakładów karnych; łapówki, nepotyzm oraz nie do końca legalne układy. Ryba psuje się od głowy, ponieważ większość błędów powstaje na etapie kierowniczym lub jest przez nich zbywana. Publikacja pozostawi czytelnika z pewnością w zdumieniu, ale miejmy nadzieję, że zapoczątkuje debatę publiczną o konieczności zmian w tym zakresie.